Dom pisany światłem, materiałem i emocjami

O projekcie 

Ten projekt zaczął się od wiadomości na Instagramie.

Klientka wysłała mi rzut domu, a ja pamiętam dokładnie moment, kiedy go otworzyłam. I nie — to nie jest historia pod storytelling. Ja naprawdę pomyślałam wtedy:
„Kurde. Muszę to projektować.”

Czasem architekt patrzy na rzut i od razu wie, że ktoś po drugiej stronie myśli podobnie. Że ten dom nie powstał przypadkiem. Że nie jest katalogiem posklejanym z inspiracji z internetu.

I właśnie taki był ten projekt.

Spokojny. Przemyślany. Czysty.
Taki, który da się opisać w dwóch zdaniach — a to wbrew pozorom najtrudniejsze. Bryła składa się z dwóch nowoczesnych stodół połączonych strefą wejściową z płaskim dachem. W jednej części znalazła się otwarta strefa dzienna z salonem, jadalnią i kuchnią oraz spiżarniami. Druga część to prywatna strefa nocna: sypialnie, łazienki, gabinet i pokój gościnny. 

Strefa dzienna — salon, jadalnia i kuchnia 

To jedna, wysoka przestrzeń bez stropu, z pięknymi skosami i ogromną ilością światła. Największym wyzwaniem było zachowanie proporcji i klimatu wnętrza . Klienci bali się aby kuchnia nie zamieniła się w „ołtarz” albo katedralną dominantę.

Od początku miał pojawiać się kolor niebieski — subtelnie przewijający się przez cały dom. Klienci chcieli również, aby kuchnia była maksymalnie uporządkowana wizualnie. Powstało więc wnętrze pełne systemów ukrywających codzienność:

  • wysuwany z blatu okap,
  • specjalna półka na Thermomix chowająca urządzenie pod blat,
  • lustro zamiast klasycznego fartucha kuchennego,
  • duża ilość zamkniętego przechowywania.

Kompromisowo pod lustrem pojawił się jeszcze pas kamienia, żeby trochę ułatwić codzienne sprzątanie.

W salonie bardzo ważne były dwa elementy: stół wybrany przez klientkę oraz duża witryna na ceramikę z Bolesławca. To właśnie wokół tych rzeczy zaczęła budować się atmosfera wnętrza.

Klienci na początku dostali ode mnie trzy wersje ściany kuchennej:

  1. zachowawczą,
  2. bardzo elegancką (ale drogą),
  3. oraz trzecią — z odrobiną szaleństwa.

Byłam przekonana, że wygra opcja numer dwa. 

I chyba właśnie wtedy ten projekt zaczął naprawdę żyć. Bo nagle poczułam, że mogę przestać się pilnować i zacząć projektować bardziej intuicyjnie. Wiedziałam już, że jeśli coś „gra” we mnie — to prawdopodobnie zagra też w nich.

(No… może poza niebieskim. Nadal go nie lubię 😄)

Łazienka master — prywatna strefa SPA 

To wnętrze powstało wokół jednego marzenia: kamiennej ściany i biokominka nad wanną.

Piękny pomysł. Ale też ogromne wyzwanie technologiczne.

Papier i wizualizacja przyjmą wszystko. Rzeczywistość już niekoniecznie. Szczególnie gdy łączymy:

  • dużą wilgotność,
  • rekuperację,
  • ogień,
  • elektronikę
  • i zamkniętą zabudowę.

Cały system został więc oparty o rozwiązania smart home oraz dodatkowe czujniki bezpieczeństwa. Biokominek automatycznie kontroluje warunki pracy i w razie potrzeby może sam się wyłączyć.

Sama dekoracyjna ściana również wymagała bardzo dokładnego zaprojektowania:

  • ukrycia pompki paliwa do biokominka,
  • przygotowania wentylacji,
  • schowania otworów rewizyjnych,
  • oraz zapewnienia odpowiedniego chłodzenia całej zabudowy.

I właśnie za to lubię projektowanie wnętrz najbardziej — kiedy estetyka spotyka się z technologią.

A ta czerwona pufa?
To moja wisienka na torcie.

Bez niej ta łazienka byłaby po prostu piękna. Dzięki niej dostała charakter. Trochę jak czerwona szminka na kobiecej twarzy — niby mały detal, a zmienia wszystko.

Garderoba — trochę bajki, trochę inżynierii

Marzeniem klientki była garderoba na wszystkich ścianach aż po sam sufit. I jeszcze jedno: jeżdżąca drabinka.

Taka jak w „Pięknej i Bestii” gdy Belle śpiewająco wybiera książki w bibliotece w swoim rodzinnym miasteczku na początku bajki.

Od razu wiedziałam, że nie chcę robić trzech osobnych drabinek do każdej zabudowy. Skoro tramwaj potrafi skręcać — to drabinka też może.

Moment, w którym zaczęłam tłumaczyć wykonawcy garderoby, że potrzebuję drabinki skręcającej po narożniku, był naprawdę bezcenny 😄

Ale udało się znaleźć rozwiązanie. I finalnie powstała garderoba trochę bajkowa, trochę techniczna, a przede wszystkim bardzo „jej”.

Sypialnia — ciepło kontra chłód

Sypialnia musiała połączyć kilka bardzo różnych światów:

  • ciepłą atmosferę relaksu,
  • kamienną ścianę nawiązującą do łazienki,
  • mocne niebieskie akcenty,
  • oraz meble odziedziczone po babci klientki wykończone w zimnej szarości.

Pojawiła się odmalowana na chłodny szary toaletka i fotel po babci z nowym obiciem. I właśnie znalezienie elementu, który połączyłby te wszystkie emocje, było tutaj największym wyzwaniem.

Tym „łącznikiem” okazał się fotel.

Jego geometryczne, czarno-białe obicie stało się pomostem między chłodniejszą częścią wnętrza a ciepłem łóżka i kamiennej ściany. Trochę żartobliwie nazwałam tę tkaninę „geometryczną krową” — ale prawda jest taka, że bez niej to wnętrze nie miałoby tej samej energii.

Łazienka główna — bardziej męska energia

To łazienka znajdująca się po drugiej stronie domu — bardziej spokojna, bardziej stonowana i zdecydowanie bardziej „męska” w charakterze.

Punktem wyjścia były tutaj niezwykłe płytki przypominające kamienie zatopione w cemencie. I szczerze? To jeden z tych materiałów, których wizualizacja po prostu nie jest w stanie oddać.

W dotyku są gładkie tam, gdzie kamień wygląda na przecięty. Fragmenty „cementowe” pozostają matowe. Światło pięknie pracuje na tej powierzchni i sprawia, że materiał cały czas się zmienia.

Trochę śmieję się, że to moja prywatna podróż do dzieciństwa. Jako mała dziewczynka rozbijałam kamienie, żeby zobaczyć, co mają w środku. I chyba właśnie dlatego tak bardzo zakochałam się w tych płytkach.

Pierwsza wersja łazienki była odważniejsza i ciemniejsza. Finalnie klienci zdecydowali się jednak na spokojniejszą bazę z mocnymi niebieskimi akcentami.

I chyba dobrze.
W końcu król też musi mieć miejsce, żeby czasem odpocząć 😉

PODSUMOWUJĄC

Co było ważne w tym projekcie?

  • stworzenie domu, który od początku miał być „do życia”, a nie do zdjęć,
  • zachowanie równowagi między spokojem a odważniejszymi detalami,
  • ogromna ilość światła i praca materiałem zamiast przesytu dekoracji,
  • technologia ukryta tak, żeby wspierała codzienność, a nie dominowała wnętrze,
  • projektowanie wokół konkretnych ludzi, ich rytmu dnia i marzeń,
  • odwaga klientów, żeby czasem wybrać mniej bezpieczną drogę,
  • i dużo wzajemnego zaufania.

To wnętrze nie powstało w jeden wieczór.

To była rozmowa, proces, momenty zachwytu, kilka trudnych decyzji i dużo projektowania „między zdaniami”.

Trochę technologii.
Trochę emocji.
Trochę szaleństwa.

I chyba właśnie dlatego ten dom ma w sobie tyle spokoju.

Zamiast wnętrza „pod trendy” powstała przestrzeń, która po prostu pasuje do ludzi, którzy będą w niej żyć.A dla mnie?
To jeden z tych projektów, przy których przypominam sobie, dlaczego tak bardzo lubię projektować wnętrza.

Powiązane publikacje

Projektant wnętrz Łódź
Aranżacja przestrzeni to znacznie więcej niż dobór modnych kolorów czy dodatków z katalogu. Zobacz, jak krok po kroku wygląda współpraca ze mną i przekonaj się, dlaczego dobrze przemyślany układ funkcjonalny to klucz do domu, w którym po prostu dobrze się żyje. Zamiast kompromisów – wybierz codzienność bez stresu.
Wypełnij formularz

Skontaktuj się ze mną